Zbigniew Wodecki i Mitch & Mitch – Dom Muzyki i Tańca w Zabrzu

„Kto na ślubnym kobiercu stanie, dzieci będzie miał mądre, kto popłynie gdzieś na dywanie, w tysiąc i pierwszą noc, komu niebo jak wielka szafa, będzie stale nad czołem silić, w nocnym cieniu wciąż będzie człapał, komu czarna nić. Kogo spotka sam Pan Bóg stary, który raz na sto lat, brał parasol i okulary, schodził zwiedzać świat.”

18 września miałem bardzo duży dylemat. Był on dylematem muzycznym ponieważ tego samego dnia odbyły się dwa koncerty, na których chciałem być i je zrelacjonować a także okrasić później swoimi zdjęciami lecz jeszcze nie poddałem się klonowaniu więc nie było to możliwe. W Piekarach Śląskich zespół RPWL prezentował muzykę zespołu Pink Floyd, zaś w Zabrzu Pan Zbigniew Wodecki pojawił się z zespołem Mitch & Mitch aby przedstawić muzykę ze swojej przeszłości w nowym wydaniu. Wybór padł na drugi koncert z tego powodu, iż nigdy nie widziałem tego projektu na żywo a chciałem po obejrzeniu dzięki uprzejmości mojego przyjaciela płyty DVD z zarejestrowanym koncertem w warszawskim studiu im. Witolda Lutosławskiego.

Myślę, że sam Zbigniew Wodecki nie spodziewał się, że projekt ten odniesie tak spektakularny sukces gdy po raz pierwszy został zaprezentowany szerszej publiczności w roku 2013 podczas OFF Festiwalu w Katowicach. Sam oryginalny materiał, który został wydany w 1976 przez Polskie Nagrania pod tytułem „Zbigniew Wodecki” gdzieś został zamieciony pod dywan i przykryty przez bardziej przystępny repertuar Pana Zbigniewa. Bo któż nie nucił czasami „Zacznij od Bacha”, „Chałupów” czy też kultowej „Pszczółki Mai”. Zresztą to właśnie dzięki tym utworom Zbigniew Wodecki stał się rozpoznawalny i jest uwielbiany do dziś. Nawet u mnie w domu pierwsze pytanie na temat koncertu jakie padło to czy wykonywane były właśnie wcześniej wymienione przeze mnie przeboje.

Otóż nie… I bardzo dobrze, że właśnie tak się stało. Trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że płytę z 1976 roku można by spokojnie zaliczyć do jednej z prekursorek muzyki progresywnej obok choćby wczesnego repertuaru zespołu Skaldowie. Tyle przepięknych melodii, łamańców muzycznych, których do tej pory nie poznałem. I właśnie dzięki temu bądź co bądź szalonemu projektowi udało się przywrócić pamięć o tych niesamowitych dźwiękach.

Sam koncert odbył się w jednej z najlepiej nagłośnionych sal w tym kraju. Byłem w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu kilka razy i za każdym razem było to wyjątkowe przeżycie. I tego wieczoru nie było inaczej. Każdy dźwięk ze wszystkich instrumentów był słyszalny idealnie: czy to była trąbka Pana Zbigniewa, czy gitary Mitchów czy też fortepian. W tym wszystkim żaden z elementów się nie gubił. A już dwukrotna improwizacja podczas tego koncertu to po prostu był majstersztyk. Gra świateł też tworzyła jedną całość z podkładem muzycznym. No i sam Pan Zbigniew… jest w wyśmienitej formie tak instrumentalnej jak i wokalnej. Młodzi wykonawcy mogą się od niego uczyć. A Ja kłaniam się nisko dziękując za ten wieczór.

Zaskoczenia… ano były. Najpierw dwóch młodych chłopców, którzy wkroczyli do sali z własnoręcznie wykonanym transparentem „Rzuć to wszystko co złe” i podczas wykonywania tego właśnie utworu dzielnie dzierżyli go stojąc pod sceną. Piękny obrazek przedstawiający, że można młodym ludziom pokazać piękno muzyki i zakorzenić w takich umysłach myśl iż muzyka to coś więcej niż komercyjna papka. Kolejne moje zdziwienie to tylko trójka fotografów podczas tak wyjątkowego koncertu (no dobrze był jeszcze jeden ale jak się okazało wyskoczył jak przysłowiowy Filip z konopi co delikatnie zdenerwowało organizatorkę całego koncertu). A przecież nieczęsto ten projekt pojawiał się w salach koncertowych całego kraju. Cóż możliwe, że natłok różnych imprez spowodował tak małe zainteresowanie mediów. Na szczęście publiczność dopisała i w 3/4 wypełniła salę Domu Muzyki i Tańca. Brak choćby małego stoiska z płytami to kolejne z zaskoczeń, które zauważyłem podczas tego wieczoru. Wydawnictwo Agora postanowiło nie przygotowywać takiego stanowiska. A był to błąd bo słyszałem w kuluarach, że było wielu chętnych na zakup wydawnictwa „1976: A Space Odyssey”, które jest pełnym zapisem koncertu w Warszawie. Ja zresztą też miałem chrapkę na to wydawnictwo ponieważ jeszcze nie znajduje się ono na mojej półce. Szkoda bo jak mniemam trochę płyt by się sprzedało, ale widocznie nikomu na tym nie zależało.

Setlista była dokładnie taka sama jak na wcześniej wspomnianym albumie plus jeden utwór dodatkowy, który wbił mnie w fotel do ostatniej nuty. Był to premierowo wykonany, odświeżony utwór na bis o tytule „Ballada o nieznajomych”, który jest jeszcze starszą kompozycją niż wszystkie wykonane wcześniej. I nie przypadkowo zacytowałem na początku właśnie ten utwór, bo wierzę w to, że będzie to zalążek czego nowego. Może będzie to rozszerzenie materiału, a może Pan Zbigniew i The Mitchez zdecydują się na wejście do studia i zarejestrują jakieś zupełnie nowe dźwięki. Zobaczymy. Na razie ta muzyka gra w moich uszach do dziś i tak szybko się nie wydostanie. A Was drodzy czytelnicy serdecznie zapraszam do fotorelacji, którą przygotowałem. Miłego oglądania.

Reklamy

Dodaj komentarz / Add comment

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s