25 lat Inter Cars – Stadion Narodowy w Warszawie

IMG_1768

Czasami sam człowiek się nie spodziewa, iż gdzieś za rogiem jest ktoś kto niespodzianie spełni Twoje marzenie. I tak się właśnie stało gdy pewna kobieta zupełnie nieświadomie zaprosiła mnie na zamkniętą imprezę do samej stolicy. I tu trochę prywaty, bo chcę jej za to podziękować z całego serca. BASIU DZIĘKUJĘ.

A teraz do meritum. Po wspaniałym piątkowym wieczorze w zabrzańskim Domu Muzyki i Tańca (relacja i zdjęcia tutaj) wybraliśmy się moją ukochaną kobietą do Warszawy na koncert jubileuszowy firmy Inter Cars zajmującej się sprzedażą części motoryzacyjnych. Była to impreza zaproszeniowa dlatego też nie wszyscy o niej mogli wiedzieć. Niestety nie mam zdjęć z tej imprezy (poza kilkoma poglądowymi) ponieważ podobno nie można było wchodzić z profesjonalnym sprzętem fotograficznym na teren stadionu. Przynajmniej tak zostałem poinformowany przez organizatora całego eventu. Niemniej jednak kilka miejsc ode mnie siedział sobie Pan, który swoim Canonem z teleobiektywem „strzelał” zdjęcia bez żadnego zażenowania. I nie wyglądał na fotoreportera z akredytacją. No cóż szkoda, ale sama obecność na tym wydarzeniu była dla mnie już dużą przyjemnością tak więc nie ma co narzekać.

Cała impreza miała charakter typowo korporacyjny czyli obok przyjemności dużo sloganów i informacji o historii firmy lecz Ja skupię się na wartościach artystycznych. Całemu temu przedsięwzięciu przewodniczyła trójka prowadzących w osobach: Iwony Pavlović (znanej z roli jurorki w programie „Taniec z Gwiazdami”), Patricii Kazadi (prowadzącej program „You Can Dance”) oraz Radosława Grześkowiaka z firmy Inter Cars. Po świetlno-laserowym wstępie i krótkiej zapowiedzi rozpoczęła się część artystyczna.

Jako pierwszy na scenie pojawił się zespół Bajm. I zaczął od mocnego uderzenia bo zagrali chyba jeden z najlepszych koncertowych kawałków w historii polskiej muzyki rozrywkowej czyli „Białą Armię”. Cały występ trwał około 20 minut. Jak się później okazało, każda z polskich gwiazd występujących podczas tego wieczoru miała na jednym z monitorów zegar, który sygnalizował kiedy występ ma się zakończyć. Generalnie każdy wykonawców zaprezentował 3-4 utworu podczas swojego mini-koncertu. Występ Beaty Kozidrak i Bajmu rozgrzał zebraną publiczność i czekała ona na kolejne gwiazdy. Jako druga swoje umiejętności wokalne zaprezentowała Ewa Farna, którą osobiście obserwuję jako jedną z niewielu „gwiazdek” dzisiejszej sceny. Ewa ma wspaniały tembr głosu, który spokojnie mógłby wkomponować się w muzykę jakiejś kapeli rockowej czy metalowej. Cóż, może kiedyś uda się sympatyczną czeszkę nakłonić do wzięcia udziału w jakimś ciekawym projekcie z ambitniejszą muzyką. Trzymam kciuki.

Warto wspomnieć, że pomiędzy niektórymi występami na scenie pojawiły się dwie grupy taneczne (Atelie oraz V6), które zaprezentowały układy choreograficzne powiązane z tematyką motoryzacyjną. Pięknie to komponowało się z kolejnymi występami co powodowało, że oczekiwanie na kolejne gwiazdy się nie dłużyło. Kolejnym zespołem, który wystąpił podczas tego wieczoru był zespół Boys. Cóż mogę powiedzieć… Stadion Narodowy oszalał na widok Marcina Millera i jego „chłopaków”. Przez te 20 minut publiczność bawiła się najlepiej przy tych prostych dźwiękach. Zespół jako jedyny zaprezentował składankę swoich największych przebojów. Można był więc usłyszeć takie utwory jak „Chłop z Mazur”, „Jesteś szalona” czy na zakończenie „Wolność”. Po tej potężnej dawce dźwięków disco polo na scenie zaczął królować styl r’n’b. Na scenie pojawił się Łukasz Mróz znany szerszej publiczności jako Mrozu. Ujął mnie on swoimi ostatnimi poczynaniami i nie zawiodłem się gdy usłyszałem „Nic do Stracenia” oraz „Bo jak nie my to kto”. Tak powinna rozwijać się kariera młodych gwiazd na polskiej scenie muzycznej. Ewidentnie Mrozu szukał inspiracji i znalazł je w muzyce lat 50-tych i 60-tych co pozwoliło mu na wydanie ciekawego albumu.

Czas na zupełną zmianę klimatu i najostrzejszy fragment wieczoru nawiasem mówiąc delikatnie wygwizdany przez zgromadzoną publiczność. I w sumie to się trochę nie dziwię. Afromental – bo o prezentacji tego zespołu mowa wyszedł na scenę i po 20 minutach zszedł. Co było wewnątrz występu. Trudno powiedzieć. Po rozpoczęciu zostałem kolokwialnie mówiąc „trzepnięty” ścianą dźwięku i nie rozumiałem, i nie słyszałem prawie nic. Panowie akustycy chyba przespali się podczas tego koncertu. Zespół ma świetny potencjał i atut w osobie gitarzysty Barona, znanego jako trener w „The Voice of Poland”. Facet wymiata na wiośle niemiłosiernie. No, ale cóż z tego jak niewiele jego talentu można było usłyszeć. Na zakończenie występów polskich gwiazd na scenie pojawił się zespół Kombii i zagrał trzy utwory: dwa super przeboje z pierwszej odsłony zespołu z lat 80 i 90: „Nasze Rendez-Vous” i „Słodkiego Miłego Życia” przeplecione nie mniej znanym „Pokoleniem”.

Tym sposobem w przeciągu trzech godzin zakończony został blok z występami polskich zespołów. Krótkie podsumowanie: wszystko było naprawdę na poziomie oczywiście poza zespołem Boys bo to jednak nie moja bajka no i rozstrojoną akustyką Afromentala. Ale najpiękniejsze miało dopiero nadejść.

Kilka minut po 23 na scenę powolutku wprowadzono Marie Fredriksson, która zajęła swój magiczny, biały fotel. Dla mnie jest bohaterką. I wierzę, że tak jak za pierwszym razem wróci do zdrowia i jeszcze zobaczymy ją na koncertach w pozycji stojącej przy mikrofonie. Zespół Roxette, który był gwiazdą tego wieczoru powrócił do Warszawy na specjalne zaproszenie firmy Inter Cars i zagrał ostatni, europejski koncert na swojej jubileuszowej trasie. Tak to już 30 lat jak Marie i Per cieszą nas swoją muzyką. Podczas tego wieczoru wybrzmiały najbardziej znane utwory z ich repertuaru. Począwszy od „Sleeping in My Car” przez „Dressed for Success” po “Joyride” kończąc. Porównując setlistę z czerwcowego koncertu na Torwarze różnica była w ilości 3 utworów. Marie radziła sobie świetnie. Co prawda w podczas dwóch utworów prawdopodobnie pozostali członkowie zespołu zmieniali tonację na niższą chyba, że był to celowy zabieg. Jednakże głos Marie nadal brzmi jak za dawnych lat. Na uwagę zasługuje jeszcze świetna gra drugiego gitarzysty w zespole – Christoffera Lundquista, który pod koniec głównego setu zagrał fragment „Pszczółki Mai”, co nie pozostawiło obojętnym chyba żadnej osoby zgromadzonej tego wieczoru na Stadionie Narodowym. Oczywiście wiele osób wyszło ze stadionu nie licząc na bis. Jednakże było wiadomym, że takowy będzie bo nie zabrzmiały jeszcze dwa z wielkich hitów. Były to euforycznie przyjęte przez osoby, które zostały „Listen to Your Heart” i „The Look”, które zakończyły ten piękny muzyczny wieczór w stolicy.

Nie będę ukrywał, że po kilku utworach musiałem wstać aby trochę poskakać i poruszać się w rytm utworów na których się wychowałem. I postanowiłem sobie, że jeśli tylko jeszcze kiedyś zespół Roxette pojawi się w naszym kraju postaram się zdobyć wejściówkę i zrobię kilka zdjęć, które będę mógł później zaprezentować na Music in the Lenses. A „Listen to Your Heart” będzie mi towarzyszyło gdy będę robił zdjęcia.

Reklamy

Dodaj komentarz / Add comment

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s