Kamelot – Progresja, Warszawa, 06.10.2015

Relacja z koncertu Kamelot/Gus G./Kobra and the Lotus

Formacja Kamelot odwiedziła ostatnio Polskę wiosną 2011 roku, gdzie wystąpiła na jednej scenie z Evergrey, Amaranthe oraz Sons Of Seasons.IMG_0834_resize Wtedy też grupa przechodziła burzliwy okres, bowiem po odejściu Roya Khana, nie mieli na stałe wokalisty. Podczas tej trasy występował z nimi, w ramach tymczasowego zastępstwa, Fabio Lione z Rhapsody of Fire wspierany przez Tommy’ego Karevika z Seventh Wonder (zaśpiewał w całości Edenecho). Ten ostatni, co nie było zbyt dużym zaskoczeniem, w 2012 roku został nowym głosem Kamelot. W takim też składzie zawitali do warszawskiego klubu Progresja Music Zone, jednak zanim przejdziemy do występu głównej gwiazdy, warto wspomnieć o supportach.

Kobra and the Lotus oraz Gus G.

Półgodzinny set Kobry z powodzeniem rozgrzał publiczność, oferując solidną dawkę heavy metalu. Wokalistka, o aparycji popowej gwiazdy pokroju Shakiry, wyjątkowo dobrze prezentuje się na żywo – zIMG_0410_resizearówno forma, jak i kontakt z publicznością były bez zarzutu i jedyne zastrzeżenia mam do nagłośnienia. W bardziej energicznych momentach popisy instrumentalistów przyćmiewały głos Kobry. W secie znalazła się masa przebojów, wśród których warto wymienić: 50 Shades of Evil, Warhorse, balladę Hold On oraz Soldier.

Gus G. nie zrobił już na mnie takiego wrażenia. Utworów było trochę za dużo, a sama grupa zawodziła pod kątem instrumentalnym (nie licząc popisów gitarzysty Firewind). Wszystko było sterylne, IMG_0646_resizeniezbyt angażujące i – na dłuższą metę – monotonne. O dziwo, całkiem nieźle zabrzmiał Henning Basse na froncie. W setliście nie mogło zabraknąć Brand New Revolution, krzykliwego I Am The Fire czy instrumentalnego The Quest (bodaj najlepszy fragment całego występu). Na zakończenie panowie zagrali jeden ze sztandarowych hitów Ozzy’ego – Crazy Train.

Po wszystkich występach publiczność z nadzieją wypatrywała gwiazdy głównej, czyli…

Kamelot

Cierpliwość popłacała, bowiem panowie zagrali świetny koncert, którego nie było w stanie popsuć nawet przeciętne nagłośnienie (ponownie wokale były za słabo słyszalne). Dominował materiał z dwóch ostatnich płyt (Silverthorn i Haven), a na koncercie nie zabrakło „szlagierów” pokroju: Insomnia, Veil of Elysium, Liar Liar, Torn czy Sacrimony. Ze starszych płyt nie zdziwiła mnie obecność March Of Mephisto oraz CIMG_0745_resizeenter of the Universe (z The Black Halo i Epiki, odpowiednio), jak również kilku numerów z Karmy, koniecznie z Forever i utworem tytułowym na czele. Bardzo ucieszyło mnie wykonanie Rule The World z Ghost Opery, dzięki któremu, kilka lat temu, sięgnąłem po twórczość Kamelot. Popisy instrumentalistów cieszyły oczy i uszy (niezłe solo na perkusji Caseya Grillo), a barwa Tommy’ego idealnie wpasowała się w klimat formacji (miałem obawy, że za bardzo będzie kopiował wizerunek Roya Khana). Podczas koncertu towarzyszyła muzykom Linnéa Vikström, która wspierała Karevika m.in. w Center of the Universe, Liar Liar oraz Sacrimony.

Warto także podkreślić świetną robotę fanklubu Kamelot Poland, który przygotował dla zespołu kilka niespodzianek. Kartki z napisem Welcome!, rozdane chwilę przed występem, zostały wzniesione ku górze podczas rozpoczynającego Veil of Elysium, flaga z frazą We Love You To Death (tytuł popularnej ballady z Ghost Opery) – wcześniej spoczywająca na barierkach, potem puszczona w publiczność – oraz upominki dla muzyków w postaci nieśmiertelników z tym samym cytatem. Brawa za pomysł należą się Kasi i Patrycji – głównym administratorkom Kamelot Poland. Myślę, że niejeden zespół pozazdrościłby Amerykanom takiego fanklubu.IMG_0925_resizeRycerze Kamelotu opuścili scenę, pozostawiając swoich fanów z niezapomnianymi przeżyciami. Od siebie mogę dodać, że frekwencja była niższa niż przypuszczałem, a nagłośnienie w tym przypadku jest kwestią dyskusyjną. Zespół takiego formatu mógł zabrzmieć nieco lepiej, choć i tak – wspominając warunki w poprzednim budynku Progresjibyło całkiem przyzwoicie, szczególnie w oddalonej od sceny części klubu. Grupa jest w świetnej formie, setlista składała się z samych przebojów, a publika świetnie współpracowała z muzykami – Kamelot zaliczył kolejny udany występ w Polsce.

P.S. Za pomoc w uporządkowaniu materiałów dziękuję Patrycji i Kasi z Kamelot Poland.

tekst: Łukasz ‚Geralt’ Jakubiak
zdjęcia: Marek ‚Grendel’ Śmietański

PowiatPrzasnyski_logoTekst napisany dzięki funduszom otrzymanym
od Starostwa Powiatowego w Przasnyszu.

Advertisements

Dodaj komentarz / Add comment

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s