Stratovarius – Progresja, Warszawa, 10.10.2015

Relacja z koncertu
Stratovarius/Gloryhammer/Divine Ascension

Stratovarius1Pamiętam jak niemal pięć lat temu zaliczyłem po raz pierwszy występ Stratovariusa w warszawskiej Stodole. Grali wtedy na jednej scenie ze szwedzkim Avatarem i inną legendą power metalu – Helloween. Setlista była dla mnie spełnieniem marzeń, bowiem na koncercie zagrali dużą część materiału z niezapomnianego Visions, w tym moich faworytów – The Kiss Of Judas oraz Legions. Kilka dni temu powróciłem do Progresji, by sprawdzić w jakiej są formie, jak również zobaczyć występ innej formacji…

Divine Ascension

Jestem ogromnym fanem australijskiej sceny power metalowej i nie mogłem przegapić koncertu Divine Ascension. I tak, to m.in. dla nich przyjechałem tego wieczoru do Progresji. Zespół miał czterdziestominutowy set, w którym znalazł się głównie materiał z wydanego w zeszłym roku albumu Liberator. Prócz utworu tytułowego nie zabrakło też: Dawn Brings No Mercy, Stronger, My Contender Lies oraz Hideaway. Miłym zaskoczeniem okazał się otwierający utwór z ich pierwszej płyty [As The TruDivine_Ascensionth Appears, wydanej w 2011 roku – przyp. aut.] – Answers. Jennifer Borg zaśpiewała go w duecie z basistą – Jasonem Meracisem. Grupa doskonale czuła się na warszawskiej scenie – Jen świetnie wypadła na żywo (nie tylko wokalnie), selektywne partie perkusyjne Luke’a Wenczela robiły wrażenie, a na szczególną uwagę zasługiwały popisy klawiszowo-gitarowego duetu w postaci Davida Van Pelta oraz Karla Szulika. Divine Ascension to dodatkowo najbardziej przyjacielska grupa muzyków, jaką do tej pory poznałem. Po koncercie wszyscy członkowie usadowili się ze swoim merchem przy wejściu do głównej sali klubu i z ogromnym entuzjazmem rozmawiali z uczestnikami imprezy. Bardzo udany występ, niespotykana otwartość – zespół z powodzeniem zdobył w Polsce nowych fanów.

Gloryhammer

Po występie Szkotów spodziewałem się dobrej zabawy i pod tym kątem się nie zawiodłem. Panowie świetnie wyglądają na scenie: Thomas Winkler i Paul Templing wystąpili tradycyjnie w rycerskich kreacjach, GloryhammerChristopher Bowes w stroju mnicha, Ben Turk doskonale sprawdził się jako mag (w końcu ma aż dwie „różdżki”!), natomiast James Cartwright upodobał sobie bardziej barbarzyński styl. Muzycznie również w klimacie. Na Legend Of The Astral Hammer publiczność się rozszalała (szczególnie po pojawieniu się tytułowego młota  w ręku wokalisty) i w dobrych nastrojach pozostała do końca występu. W międzyczasie pojawiły się takie szlagiery jak: Universe On Fire, The Hollywood Hootsman czy Angus McFifie. Cały występ zwieńczył przezabawny The Unicorn Invasion Of Dundee (tekst o nieumarłych jednorożcach w sielankowym tonie – nigdy nie przestanie mnie to śmieszyć!). Na koniec grupa – dosłownie – ukoronowała Cartwrighta (chyba za wcześniejsze wypicie trzech piw duszkiem) i w „epickim” stylu zeszła ze sceny.

Stratovarius

Tym razem – uwielbiane przeze mnie – Visions poszło troszkę w odstawkę, a z tej płyty zagrany został wyłącznie Black Diamond. Nie przeszkodziło mi to jednak w pozytywnym odbiorze całego koncertu. W ich setliście dominował materiał z tegorocznego Eternal, co nie jest zbyt dużym zaskoczeniem. Panowie zagrali: My Eternal Dream, In My Line Of Work, Lost Whithout A Trace, The Lost Saga oraz przebojowy Shine In The Dark. Reszta kompozycji była również wysokiego sortu. Nie zabrakło Phoenix oraz Hunting High And Low z Infinite, podobnie jak SOS z Destiny. W bardziej przebojowe nastroje wprowadził słuchających: Eagleheart, Unbreakable oraz – nieśmiertelna ballada – Forever.  Nie obyło się też bez popisów, gdzie na szczególną uwagę zasługują sola basisty Lauriego Porry (z fragmentami Marszałka Dąbrowskiego, ku uciesze publiczności) oraz klawiszowca Jensa Johanssona. Ten drugi świetnie zbudował nastrój pod Black Diamond. Podstawowy set kończyło solo na perkusji Rolfa Pilvy – króciutkie, acz intensywne. Warto także pochwalić dobrą formę Tima Kotipelto, który podczas całego występu nie miał poważniejszych potknięć, a – jak powszechnie wiadomo – z głosem bywa u niego różnie.Stratovarius2

Wszystkie występy oceniam bardzo pozytywnie i – o dziwo – nawet nagłośnienie okazało się całkiem niezłe (najsłabiej pod tym kątem wypadł Gloryhammer). Ogromnym zawodem okazała się natomiast frekwencja. Tradycyjnie była ona skokowa, w zależności od zespołu jaki występował, ale koncert Stratovariusa zapełnił ledwie połowę Progresji, co było dla mnie dużym szokiem – w końcu to jedni z prekursorów power metalu. Najważniejsze, że moje oczekiwania zostały spełnione. Nie zawiodłem się występem Divine Ascension, świetnie bawiłem się na Gloryhammer i miło było ponownie zobaczyć Stratovariusa – tym razem jako gwiazdę główną. Mówiąc krótko: veni, vidi, vici.

Łukasz ‚Geralt’ Jakubiak

PowiatPrzasnyski_logoTekst napisany dzięki funduszom otrzymanym
od Starostwa Powiatowego w Przasnyszu.

Advertisements

Dodaj komentarz / Add comment

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s