Bartek Grzanek – wywiad

BartekGrzanek_DuchBartek Grzanek to utalentowany gitarzysta i charyzmatyczny wokalista, znany dotychczas jako lider rockowej grupy Tosteer (supportowała polskie koncerty Placebo, Dave’a Gahana i Budgie) oraz finalista V edycji programu „Mam Talent”. W ramach promocji swojego pierwszego solowego albumu zatytułowanego Duch muzyk wystąpił w dniu premiery na scenie łódzkiego klubu Scenografia. Przed koncertem Bartek udzielił krótkiego wywiadu specjalnie dla Music in the Lenses…

MŚ: Nie chcę pytać o to, jakiej muzyki najchętniej słuchasz, ale interesuje mnie, jakie płyty bądź konkretne utwory odcisnęły największe piętno na Twojej twórczości…
BG: Oczywiście gitarzyści… śpiewający gitarzyści. Pierwszą fascynacją, do której ciągle wracam i od której nie mogę uciec, biorąc do ręki gitarę, to na pewno Steve Ray Vaughan i jego wykonanie Little Wing. Kiedy po raz pierwszy je usłyszałem, niemal upadłem z wrażenia. Wtedy zrozumiałem jak wiele w muzyce można przekazać feelingiem. Nie poszczególnymi akordami i dźwiękami, lecz tym wszystkim, co pomiędzy. Zrozumiałem, jak wielką moc ma Stratocaster, gitara, bez której teraz nie umiałbym żyć. Później pojawił się Jimi Hendrix – wielki wizjoner, najodważniejszy gitarzysta swojej epoki. Jego dźwięki to zawsze była niespodzianka, muzyczny eksperyment. Gdzieś po drodze pojawili się też Mark Knopfler, Eric Clapton, David Gilmour. To wszystko śpiewający gitarzyści grający na Stratocasterach. Teraz jest John Mayer. Dla mnie absolutny numer jeden.

IMG_2088_ms
MŚ: Twoja debiutancka płyta była zapowiadana jako spokojna, gitarowa, liryczna… Czy takie klimaty są Ci najbliższe, czy po prostu jesteś w takim momencie swojej kariery, że po bluesie i rocku przyszedł czas na nastrojowy amerykański pop-rock w polskim wydaniu?
BG: Był czas na country, był czas na bluesa, były też mocne rockowe brzmienia. Przez te wszystkie lata zupełnie zmieniło się moje postrzeganie muzyki i kompozycji. Być może dojrzałem, a może wynika to z mojej obecnej fascynacji gitarą akustyczną. Wszystkie piosenki z płyty komponowałem właśnie z tym instrumentem. Inspirowała mnie prostota brzmienia. A i w prostocie najczęściej kryje się piękno. Żeby nie było… nie uciekam wcale od gitary elektrycznej. Nie byłbym sobą, gdybym z niej zrezygnował. Tylko w ten sposób potrafię najpełniej przekazać emocje. Nie uciekam też od bluesa. Blues zawsze będzie we mnie tkwił i zawsze będę do niego wracał, co słychać na płycie, choć może nie na pierwszym planie. W rzeczy samej muzyka amerykańska inspiruje mnie niezmiennie od wielu lat.

MŚ: Czy za tekstami poszczególnych utworów kryją się jakieś historie z życia wzięte?
BG: Nie wszystkie teksty na płycie są mojego autorstwa. Jeśli chodzi o moje, to na pewno w każdym z nich można znaleźć chociaż fragment prawdziwej historii, kawałek prawdziwego życia i prawdziwych emocji. Kiedy piszę własny tekst, najpierw powstaje muzyka. To ona wyznacza nastrój i temat. Ale nie wymyślam abstrakcyjnych historii… chyba nie potrafię. Czasem jest tak, że muzyka i tekst powstają jednocześnie. Szczególnie kiedy tworzę pod wpływem silnych emocji, kiedy biorę gitarę do ręki i wszystko po prostu ze mnie wypływa. Taki był utwór Jak Duch, który powstał w 15 minut. Od początku do końca, każdą nutą i słowem opisuje mnie sprzed trzech lat, mnie „gdzieś na rozstaju dróg”. Każdy ma chyba w swoim życiu taki moment…

MŚ: Jak dobierałeś instrumentalistów do nagrania płyty?
BG: Mój zespół: Łukasz Kapuściński, Marcin Ritter, Piotr Matysik i Krzysiek Szewczyk to koledzy, z którymi łączyło mnie zawsze coś więcej niż tylko zawodowe relacje. To sprawia, że wspólne wyjazdy czy próby to przyjemność, a nie tylko obowiązek. A muzycznie często rozumiemy się bez słów. Postanowiłem również zaprosić do nagrań gości, aby płytę wzbogacić brzmieniowo. Najbardziej egzotycznym instrumentem jest chyba pedal steel guitar, na której zagrał Leszek Laskowski, jedyny taki instrumentalista w naszym kraju, z którym grałem już wiele lat temu w Colorado Band. Pojawił się również kwartet smyczkowy Red Heels, który poznałem podczas nagrań do „Mam Talent”, fretless, na którym zagrał Filip Sojka, z którym gramy u Rafała Brzozowskiego, oraz perkusjonalia, z których czarowali dźwięki Wojtek Kidoń i Jacek Fimiak – koledzy, z którymi również wielokrotnie miałem okazję spotkać się na scenie. Nie ma tu nikogo przypadkowego.

MŚ: W sieci pojawiły się dotychczas trzy wideoklipy do piosenek z debiutanckiej płyty Ikar, Szukanie i Jak duch. Wielu muzyków traktuje kręcenie teledysku jako zło konieczne. A jak Ty czujesz się na planie?
BG: Chyba podobnie… Pewnie dlatego, że odbiorca oczekuje zobaczyć w klipie artystę, a ja nie czuję się aktorem. Wolałbym skupić się na graniu. Choć wiem, że w dzisiejszych czasach nie da się zaistnieć bez klipu. Zewsząd jesteśmy atakowani obrazami. To IMG_1944_msuzależnia. Kiedyś wystarczyło samo radio. Dziś obraz jest nieodłącznym elementem całości. Dobrze, by stał się spójnym dopełnieniem muzyki. Myślę, że najlepiej udało nam się to osiągnąć w przypadku singla Jak Duch. Puste przestrzenie, osamotnienie, piękna Agata Nizińska. Wszystko zagrało. Innym zupełnie obrazem był klip do Szukania, do którego pomysł narodził się przypadkiem, podczas porządkowania archiwalnych nagrań ze studia. Wtedy tak naprawdę dotarło do nas wszystkich, że już nigdy więcej nie zagramy w pełnym składzie, że zawsze w zespole będzie brakowało jednego z nas… W maju odszedł od nas Krzysztof Szewczyk – wspaniały perkusista, cudowny człowiek. Jego niezwykły talent i wrażliwość miała przeogromny wpływ na kształt i brzmienie płyty. Zawsze uśmiechnięty i pogodny takim będziemy go pamiętać…

MŚ: W jednym z wywiadów przyznałeś się, że miewasz tremę. Jaki wpływ na Twoje zachowanie na scenie mają doświadczenia z pracy nauczyciela?
BG: Trema to zdrowy objaw. Mobilizuje i stawia do pionu. Największa sztuka to mieć nad nią kontrolę. Jako nauczyciel tremę miałem zawsze przed wywiadówkami, bo będąc wychowawcą musiałem często występować przed „publicznością”, która wcale nie przyszła słuchać moich solówek… Znam jednak nauczycieli, którzy za nic nie daliby się namówić na zaśpiewanie publicznie choćby hymnu. Ja zdecydowanie wybieram scenę!

MŚ: I tradycyjne pytanie na koniec… Jakie plany na najbliższą przyszłość?
BG: Grać. Jak najwięcej grać. Na scenie czuję się naprawdę sobą, na scenie spełniam się w 100%. Moment, kiedy widzisz reakcję publiczności, kiedy widzisz, że wciągasz ich w swój świat, wtedy powstaje niezwykła energia. Energia, która zmienia dźwięki. Energia, która uzależnia. Oczywiście już jest w planach kolejna płyta. Mam dziesiątki nowych pomysłów w głowie, z którymi chciałbym jak najszybciej wejść do studia. Tak więc zapowiada się pracowity rok.

Rozmawiał: Marek J. Śmietański

Reklamy

Dodaj komentarz / Add comment

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s